wtorek, 2 czerwca 2015

Aniołek rocznicowy

Witam,
dziś ja i mój mąż obchodzimy 5 rocznicę ślubu. Z tej okazji zrobiłam mu mały upominek w postaci aniołka z masy polimerowej. Figurkę zrobiłam już jakiś czas temu, niedawno tylko dodałam trochę szczegółów jak choćby pióra.
Poniżej prezentuję fotorelację z powstawania aniołka :)





Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Nowe logo/ New logo

Witam,
dziś podziałałam trochę w programach graficznych ( to też sztuka :P ) i dzięki temu powstało nowe logo. Do bloga dodałam również nowy baner, gdyż stary był marnej jakości. Na nowym banerze widnieje świeże logo oraz moje zdjęcie... :)

Nowe logo prezentuje się tak:

wtorek, 24 marca 2015

Tutu rutu, czyli mała baletnica

Witam,
od dawna bardzo mi się podobają spódniczki tiulowe, zwłaszcza takie bardzo gęste z cienkich pasków. Zwane Tutu. W sklepach nigdzie nie spotkałam, ale to bardzo dobrze, bo mogłam zrobić ją sama :) Tutu wykonałam dla mojej córeczki, może będzie jakaś okazja żeby ją założyła, a nawet jeśli nie to ja i tak bardzo chciałam mieć taką spódnicę, nawet gdyby miała się w szafie kurzyć :P

Za tiul z przesyłką zapłaciłam niecałe 20 zł (zużyłam prawie cały), gumkę ażurową miałam w domu - ale to nie jest droga rzecz. Tutu robi się bajecznie prosto, na necie jest mnóstwo tutoriali, toteż obejrzałam kilka i wzięłam się do pracy. Wykonanie mojej tutu (wraz z pocięciem tiulu na odpowiednie kawałki i ponawlekaniem go na gumkę) zajęło mi max dwie godziny. I może wydaje się to bardzo uciążliwe takie przewlekanie pasma po paśmie, ale moim zdaniem nie jest. Dodam nawet, że się odprężyłam przy tym :)

Poniżej zdjęcie gotowej tutu, zdjęcie na mojej modelce i zdjęcie na mniej ruchliwym modelu :)
Wykorzystałam dwie rolki tiulu szarego 15cm x 9m oraz dwie rolki tiulu róż pudrowy 15cm x 9m. Pasma cięłam na kawałki o długości 42cm (potem złożone na pół w spódniczce).




W planach mam jeszcze wykonanie jakiejś opaski na głowę z tych samych kolorów co tutu do kompletu (zostało mi parę skrawków tiulu).

Pozdrawiam :)


wtorek, 10 marca 2015

Bolerko

Witam,
bardzo spodobało mi się szycie i moja głowa pełna jest pomysłów  na kolejne ciuszki, przez co zamiast spokojnie spać to myślę tylko wciąż o nowych projektach :)
Po spódniczce, zamarzyło mi się bolerko. Zakupiłam dwa lata temu trochę futerka na cele, których nie zrealizowałam, dlatego teraz przyszedł czas by je wykorzystać. Futerko jest sztuczne, żadne zwierzątko nie ucierpiało :) Ma bardzo ładny kolor - morski, i jest miłe w dotyku. 
Bardzo łatwo szyć ubrania z futerka, bo nawet jak coś się krzywo utnie lub przyszyje, to tego nie widać :) jedynie przyszycie podszewki do futerka było kłopotliwe, gdyż źle sobie skroiłam, ale i to dało radę zamaskować. W końcu to nie produkcja masowa, więc mogę sobie pozwolić na małe błędy, na których się oczywiście uczę.
Poniżej zdjęcia gotowego dzieła. Długo myślałam nad kolorem wstążki i padło na tą co miałam w domu, bo gdy poszłam do sklepu żeby kupić inny kolor to akurat był zamknięty :(
Zdjęć z moją Małą Modelką brak, bo bolerko jest na później (jaki sens szyć futerkowy ciuch na zbliżające się lato^^), może na jesień założy lub przyszłą wiosnę.




Pozdrawiam :)

Spódniczka cz.II

Witam,
pamiętacie mój ostatni post, w którym prezentowałam efekt pracy z maszyną do szycia? Jeśli tak, to dziś kolejna dawka, tym razem już z ukończonym "dziełem". Nic więcej nie będę poprawiać w spódniczce.
Oto zdjęcie ukazujące spódniczkę zarówno z przodu, jak i z tyłu:


A tu dla porównania jak wyglądała po pierwszym etapie szycia oraz jako ukończona:


I jeszcze zdjęcie mojej Małej Damy, dla której tą spódniczkę uszyłam :)


Może mi tak zostanie i teraz szyciem będę się zajmować??? Któż to wie :) Buziaki :*

wtorek, 24 lutego 2015

Spódniczka cz.1

Witam, 
postanowiłam spróbować swoich sił w szyciu, tylko tym razem użyłam do tego maszyny :) 
Nie miałam wcześniej styczności z szyciem na maszynie, dlatego tym bardziej cieszy mnie efekt - choć niezbyt okazały. Aby dokonać dzieła, udałam się do mamy, która ową maszyną dysponowała. Niestety to dość stara maszyna z dwoma raptem ściegami, także szału nie ma, ale jak na początek w zupełności wystarczy. 
Udało mi się nie pokaleczyć palców, więc mój debiut maszynowy uważam za udany. Choć nie wiem czemu, moja mama w większości czasu miała niezły ubaw ze mnie, kiedy nieporadnie męczyłam się z materiałem i nićmi :) tak czy siak, efekt mnie zadowala, poniżej prezentuję zdjęcia.
To na razie początek. Okazuje się, że spódniczka jest na styk z długością, dlatego pomyślałam, że fajnie będzie obszyć dół koronką, co oczywiście nieco spódnicę wydłuży. Ale to nie wcześniej jak za 2 tygodnie, kiedy znowu się wybiorę do mamy.
Pozdrawiam i proszę o wyrozumiałość, gdyż to mój pierwszy raz z maszyną do szycia :D

A o to spódnica dla mojej córusi :)

A to spódnica na mojej córusi :)


czwartek, 12 lutego 2015

Walentynkowe serce

Walentynki tuż tuż, dlatego dziś prezentuję Wam upominek, który ulepiłam dla swojego Kochanego mężusia :) 
Użyłam masy samoschnącej (ja swoją kupiłam w Empiku), całość pomalowałam farbami akrylowymi, a na koniec spryskałam sprayem.

Jeśli chodzi o "lepienie" to jednak wolę masy termoutwardzalne, bo można na spokojnie tworzyć swoje dzieło, a nie na wyścigi jak to było w przypadku mojej masy, która im dłużej była na powietrzu tym bardziej sucha się stawała... Plusy jak dla mnie to miękkość, nie musiałam się bardzo męczyć by rozgnieść masę. Jako, że nie używam tej masy często, nie przewidziałam również tego, że moje piękne serduszko w czasie samoutwardzania lekko się "wywinie", ale nie jest to takie bardzo widoczne - jak zawiśnie na ścianie to już w ogóle nie będzie widać.

Pierwszym krokiem było rozwałkowanie masy, by wyciąć z niej kształt serca. Kiedy serducho było takie jak chciałam, zajęłam się robieniem ozdóbek. Zdecydowałam się na dwa ludziki - parę, która trzyma mniejsze serduszko. Tak wiem, słodko, no ale to w końcu Walentynki :)
Jak już moja para była przytwierdzona do podstawy - duże serce, zrobiłam dwa otworki (przy pomocy słomki do picia), by móc potem przełożyć wstążeczki i zawiesić gdzieś ową ozdobę. Zdjęcia poniżej (tylko dwa, bo w międzyczasie ręce miałam tak zabrudzone od masy, że nie miałam sumienia chwytać nimi aparatu) 



Jak już wspomniałam wcześniej, całość pomalowałam farbami akrylowymi. Byłam mocno ograniczona co do kolorów, bo sporo farb mi zaschło, ale najważniejszy w tym przypadku CZERWONY na szczęście był dobry :) Oczy oraz napisy zrobiłam markerem wodoodpornym, bo mój cieniutki pędzelek jest już bardzo wysłużony i bałam się, że nie będzie zbytnio precyzyjny do tego zadania. Napis taki, bo my z mężem wiemy o co chodzi :) Buziak jest mój osobisty, podczas robienia go wyglądałam jakbym się z czarnej mszy urwała.
Jak już wszystko było gotowe, to przyszedł czas na lakierowanie. Oczywiście nie obyło się od rozmazania mazaka... Ale leciutko i też by się trzeba przyjrzeć, żeby zobaczyć. Serduszko się pięknie błyszczy i jest gotowe do zawieszenia :) Oto efekt końcowy:




Teraz jeszcze z resztą prezentu - taki mały upominek, który przywiozłam z Fed Cupu z Krakowa:


Dziękuję za uwagę :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Patchworkowa piłeczka dla Arianki :*

Witam,
do zrobienia tytułowej piłki zainspirowała mnie koleżanka, u której zobaczyłam (również handmade) wielką pufo-piłkę. Niestety z braku wystarczającej ilości materiału oraz wypełnienia, zmuszona byłam do zrobienia bardzo malutkiej piłeczki - takiej w sam raz do rzucania dla dziecka.
Do wykonania piłki potrzeba 12 pięciokątów foremnych oraz 20 sześciokątów. W tym celu najlepiej jest wyciąć je z papieru - u mnie zwykła kartka - a następnie większe z materiałów, które chcemy użyć i fastrygą przyszyć do papierowych figur. Materiałowe pięcio- i sześciokąty powinny mieć ok. 1 cm zapasu na każdy bok, który będziemy zawijać i fastrygować.

Papierowe pięcio- i sześciokąty.

Przymiarka papieru do materiałowych skrawków.

Przyszywamy formę do naszych łatek.


Po obszyciu fastrygą - widok po obu stronach.

Już mam kilka, teraz jeszcze tylko MNÓSTWO następnych ...

Kiedy już przygotujemy wszystkie łatki to zaczynamy zszywać je odpowiednimi bokami. Ja szyłam ręcznie i było to czasochłonne i męczące, ale jak ktoś ma maszynę to pewnie nie zajmie mu to dużo czasu. Poniżej układ łatek jak to powinno być pozszywane wstępnie - nim przejdziemy do zszywania całej kuli. Czarne łatki to pięciokąty, pozostałe kolory to sześciokąty.

W takim układzie należy pozszywać łatki.

Jeśli już mamy nasz powyższy układ to przechodzimy do zszywania pozostałych boków, zaczynając najlepiej od środka. Pamiętajmy zszywać boki na lewej stronie.

A tu kształtuje się już piłka.

Kiedy zostaje nam już niedużo boków do zszycia, to proponuję powyciągać karteczki i usunąć fastrygi z tych łatek, które są pozszywane ze wszystkich boków. Potem należy odwrócić piłkę na prawą stronę i wypełnić jej środek. Ja użyłam wypełnienia ze starej poduszki-zagłówka, to takie bardzo drobne kuleczki. Ale można również watą, ovatą, czy jeszcze czymś innym. Następnie usunęłam ostatnie kartki i fastrygi i zszyłam pozostałe boki, uważając żeby wypełnienie mi się nie wysypało i żeby łatki nie straciły kształtu. Poniżej prezentuję gotową piłkę. Akurat na zdjęciu widoczne są boki, które zszywałam na prawej stronie - nie najlepiej mi to wyszło, ale uwierzcie mi, że ciężko mi się zszywało, gdy wypełnienie ciągle próbowało się wydostać, a chciałam żeby piłka była dość ubita. Przy okazji udało mi się stworzyć piekło dla perfekcjonistów, bo przez przypadek dwa takie same kolory mi się zbiegły i stykają się bokami. Nie miałam już jednak ochoty przeszywać łatek, a poza tym jakoś bardzo mi to nie przeszkadza, także już tak zostało (akurat nie ma tego na zdjęciach, żeby nie drażnić ^^)

Gotowa piłeczka.

U misia na kolanach.

A tu już w użyciu przez główną zainteresowaną :)

Dziękuję za uwagę i życzę udanych piłeczek. Nie podaję wielkości pięcio- i sześciokątów, bo każdy może zrobić sobie dowolnie wielką piłkę - niekoniecznie taką tyci jak ja.
Pozdrawiam :)